Home > Gospodarka i Polityka > Chiny „wychodzą w morze”, czyli pierwsza zamorska baza ChRL w Dżibuti

Chiny „wychodzą w morze”, czyli pierwsza zamorska baza ChRL w Dżibuti

Temat nie jest może najświeższy, lecz w znacznej mierze przemilczany w polskich mediach – choć nie ma się co dziwić, nie jest to kwestia znacząca z punktu widzenia polityki bezpieczeństwa czy interesów ekonomicznych naszego kraju. Bezsprzecznie jest to jednak kamień milowy dla chińskiej polityki bezpieczeństwa. Już w przyszłym roku ChRL dołączy do Stanów Zjednoczonych i Francji, które posiadają już swoje placówki w tym niewielkim (powierzchnia Dżibuti odpowiada mniej więcej województwu Warmińsko – Mazurskiemu), lecz strategicznie położonym, w tzw. „Rogu Afryki”, państwie.

Kwestia chińskiej zamorskiej infrastruktury wojskowej była wielokrotnie analizowana w mediach amerykańskich czy europejskich nie w formie „czy?”, lecz „kiedy?”. Sami Chińczycy w typowym dla siebie stylu wysyłali sprzeczne sygnały – oficjalnie dementowano istnienie takowych koncepcji w kręgach wojskowo-politycznych ChRL, choć jednocześnie w mediach państwowych pojawiały się artykuły oraz wywiady z wojskowymi wysokiego szczebla, nawołujące do stworzenia baz morskich od Chin po samą Afrykę (koncepcja tzw. „Łańcucha Pereł”). O Dżibuti zaczęło się mówić w połowie zeszłego roku, gdy prezydent Ismail Omar Guelleh publicznie oświadczył, że rozmowy z Chinami trwają i że chińska obecność w Dżibuti byłaby mile widziana. Pod koniec 2015 roku zaangażowania Pekinu nie dało się już ukryć, dlatego ukuto oficjalną narrację o „centrum [hubie] logistycznym”, która od tej pory króluje w mediach i wypowiedziach urzędników chińskich. Szczególnie anglojęzyczne państwowe chińskie dzienniki brylują w wyśmiewaniu koncepcji jakoby placówka ChRL miałaby być czymś więcej niż tylko punktem zaopatrzeniowym na trasie „Nowego Jedwabnego Szlaku”. Autor nie czuję się na siłach roztrząsać kwestię tego na ile Chiny w 2017 roku posiadać będą „bazę morską” w Dżibuti, a na ile „centrum logistyczne”. Faktem jest jednak, że chińscy żołnierze stale będą stacjonować już od przyszłego roku nad Zatoką Adeńską.

Najistotniejsze w całej sprawie są oczywiście implikacje dla chińskiej polityki oraz bezpieczeństwa międzynarodowego. Warto zwrócić uwagę na to, iż militarne zaangażowanie się poza granicami własnego kraju, to dla Pekinu wciąż swoiste novum. Udział okrętów ChALW w operacjach wymierzonych przeciwko somalijskim piratom oraz ćwiczenia wojskowe i kurtuazyjne wizyty były jedynie czasowymi ekspedycjami. Baza (centrum) nad Zatoką Adeńską będzie pierwszym stałym miejscem stacjonowania żołnierzy i okrętów (a zapewne w przyszłości również komponentu lotniczego) chińskich. Wymagało to zapewne sporej zmiany w mentalności pekińskich decydentów. Dość powiedzieć, że wciąż Chiny uparcie negują militarne przeznaczenie obiektu. Należy założyć, iż po uczynieniu „pierwszego kroku” Chiny będą śmielej angażować się w utrzymanie bezpieczeństwa na świecie, chociażby w postaci walki z ISIS. Do tej pory to jednak doktryna „nieangażowania się” była świętością w chińskiej polityce zagranicznej i bezpieczeństwa.

Zaangażowanie ChRL spotkało się oczywiście z głośnymi protestami ze strony USA, którym bynajmniej „wyjście Chin w morze” jest nie w smaki. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że amerykańska baza będzie praktycznie graniczyć „płot w płot” z bazą chińską. Amerykanie już mówią o tym, że Chiny chcą podsłuchiwać ich działania. Tajemnicą poliszynela (i to niezbyt dobrze strzeżoną) pozostaje fakt, że w Dżibuti znajduje się amerykańskie centrum koordynacji dronów operujących nad półwyspem arabskim. Osobiście byłbym bardzo zdziwiony, gdyby Chiny nie skorzystały z nadarzającej się okazji i nie prowadziły wywiadu radioelektronicznego wymierzonego w USA. To zasadniczo nic zdrożnego – mocarstwa od zawsze podsłuchiwały swoich wrogów i przyjaciół. Dokumenty ujawnione przez Snowdena jedynie potwierdziły starą prawdę, iż „wrogów należy trzymać blisko, a przyjaciół jeszcze bliżej”. Do tej pory Stany prowadziły wyścig zbrojeń same ze sobą, więc trochę konkurencji ze strony Chin może wpłynąć ożywczo na budżetu Pentagonu, który jednak wciąż jest trzykrotnie większy od chińskiego (i to nawet biorąc pod uwagę, iż zdaniem Kongresu Pekin regularnie fałszuje swoje oficjalne statystyki w tym zakresie).

 

Na podstawie:

Global Times: http://www.globaltimes.cn/

People’s Daily: http://en.people.cn/

Xinhua: http://www.xinhuanet.com/english/

MSZ Chińskiej Republiki Ludowej: http://www.fmprc.gov.cn/mfa_eng/

Marcin Adamczyk
Autor ukończył Stosunki Międzynarodowe na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego w 2013 roku obroniwszy, z oceną bardzo dobrą, pracę nt. geopolitycznej roli Chin na Pacyfiku. Rok później podjął Studia Doktoranckie na kierunku Nauki o Polityce, na tym samym wydziale. Autor w ramach Pracowni Koordynacji Badań i Dydaktyki Bezpieczeństwa Narodowego zajmuje się dydaktyką i badaniami nt. bezpieczeństwa i obronności. Obszary badawcze którymi się zajmuje to polityka bezpieczeństwa ChRL, relacje międzynarodowe w obszarze Azji i Pacyfiku oraz potencjały militarne najważniejszych państw na świecie. Jednocześnie z zamiłowaniem poszukuje sprzeczności i powiązań, tam gdzie inny ich nie dostrzegają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *