Home > Gospodarka i Polityka > Ewolucja czy rewolucja w systemie światowym? Chińska wizja ładu międzynarodowego w XXI w.

Ewolucja czy rewolucja w systemie światowym? Chińska wizja ładu międzynarodowego w XXI w.

„Obyś żył w ciekawych czasach” – brzmi pewne stare chińskie przekleństwo. Dziś wydaje się ono nie tylko zyskiwać na popularności, ale i przewrotnie, bo za sprawą samego Państwa Środka staje się ono coraz bardziej aktualne. Czasy, w których żyjemy rzeczywiście oceniać możemy różnie, ale bez wątpienia są one ciekawe. Dynamiczne zmiany zachodzące w ostatnich latach na arenie międzynarodowej zwiastują zbliżający się koniec obecnego ładu, a nadchodzące przetasowanie w globalnym układzie sił wyłoni geopolitycznych liderów XXI stulecia. Co więcej, centralną rolę w tych wydarzeniach coraz częściej odgrywają państwa do tej pory pozostające na marginesie geopolitycznej gry prowadzonej przez zachodnie mocarstwa. Nie jest jednak niczym zaskakującym, że spośród nich rolę prekursora przejęły właśnie Chiny. Są one jednocześnie najbardziej znaczącym graczem wśród krajów rozwijających się, jak i interesującym wyjątkiem w ich gronie. W przeciwieństwie do Indii, Brazylii, Filipin czy Pakistanu, Chiny nie dążą do uzyskania nowego miejsca na arenie międzynarodowej. Chiny dążą do powrotu na swoje dawne miejsce, które po tysiącu lat dominacji utraciły na rzecz Zachodu wskutek wielkiej rewolucji przemysłowej.

Stracone stulecia, bo tak Chińczycy nazywają wiek XIX i XX to czas hegemonii zachodnich imperiów kolonialnych, dominacji europejskich systemów politycznych i triumfu okcydentalnej doktryny militarnej, w wyniku których polityczny i ekonomiczny środek ciężkości świata przesunął się na zachód. Wśród europejskiej i amerykańskiej elity politycznej do dziś niezwykle rzadka jest świadomość, tego jak głębokie było związane z tym poczucie upokorzenia doznane przez Chińczyków. Wkroczenie do Pekinu i splądrowanie pałacu cesarskiego przez Francuzów i Brytyjczyków w czasie III wojny opiumowej to dla cywilizacji chińskiej wydarzenie na skalę zdobycia i ogołocenia Rzymu przez hordy Genzeryka. Upadek Chin, przypieczętowany został krwawymi rebeliami ludowymi, powstaniem Tajpingów i zrywem Bokserów, które spustoszyły kraj i zdziesiątkowały jego ludność. Nadzieja na powrót na arenę międzynarodową pojawiła się dopiero wraz z obaleniem ostatniego cesarza dynastii Qing i rozpadem europejskich imperiów kolonialnych.

Chińska Republika Ludowa przebyła już bardzo długą drogę, by ponownie pojawić się w gronie światowych mocarstw, ale nie możemy zapominać, że dziś Chiny wciąż są krajem rozwijającym się w ogromnym tempie. Oznacza to, że w kolejnych latach dystans ekonomiczny i wiele dysproporcji wypadających obecnie na niekorzyść ChRL w porównaniu z bogatymi krajami Europy wciąż ma się okazję zmniejszyć, jeśli nie odwrócić. W pełni świadoma tego faktu pozostaje elita Chińskiej Partii Komunistycznej sprawująca władzę w kraju. Działania podejmowane przez nią w ostatnich latach, szczególnie widoczne po objęciu władzy przez prezydenta Xi Jinpinga, wskazują nie tylko na rosnące ambicje geopolityczne Chińczyków, ale także świadczą o wyczerpaniu się obecnego modelu ładu międzynarodowego, w którym wyraźnie brakuje miejsca dla wschodzącego mocarstwa. Jak wygląda zatem model systemu międzynarodowego, do którego dąży Pekin?

Przede wszystkim, system finansowy współczesnego świata nie może dłużej funkcjonować w oparciu o dyktat i prawo ustanowione przez tylko jedno mocarstwo i jego sojuszników. W ostatnich latach Chiny podejmują coraz śmielsze próby przełamania dominacji Banku Światowego (BŚ) i Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Pośród najważniejszych działań wymienić możemy powołanie Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych, oraz Banku Rozwoju BRICS.

Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB)

Utworzenie AIIB po raz pierwszy zostało ogłoszone w 2013 roku. Inicjatywa Pekinu dość szybko spotkała się z pozytywnym odbiorem w Azji. Chiński bank od początku postrzegany był jako potencjalny rywal Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego i Azjatyckiego Banku Rozwoju, które kojarzone są w wielu krajach rozwijających się, jako narzędzia amerykańskiego imperializmu. AIIB oficjalnie rozpoczął swoją działalność z początkiem 2016 roku, a poza Chinami wśród członków założycieli znalazło się jeszcze 56 innych państw. Podstawowym celem AIIB jest wspieranie projektów infrastrukturalnych w Azji, ale szansę na kredyt będą miały również i te projekty, które przyczynią się do ogólnego rozwoju kontynentu Eurazjatyckiego sensu largo. Stąd wśród założycieli banku znajdziemy aż 16 z 20 najbogatszych państw świata. Spośród całego grona G20 wyjątkiem okazały się tylko Stany Zjednoczone, Japonia, Meksyk i Kanada.

Czy AIIB będzie zatem w stanie realnie zagrozić dominacji Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego? Wydaje się, że jest to zbyt pochopna teza, a oczekiwania wobec AIIB powinny być nieco ostrożniejsze. Według oceny Azjatyckiego Banku Rozwoju, między 2010 r. a 2020 r. na rozwój azjatyckiej infrastruktury telekomunikacyjnej i transportowej, oraz energetyki potrzebne będzie aż 8 bln dol. Dla porównania startowy kapitał AIIB wynosi zaledwie 100 mld dol., co choć wydaje się kwotą astronomiczną, jak widać jest zaledwie kroplą w morzu potrzeb[1]. Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych bez wątpienia stanie się jednak ważnym narzędziem chińskiego soft power, a jego celem będzie ograniczenie amerykańskich wpływów na kontynencie, jak również pobudzenie bliższej współpracy krajów Europy i Azji i wytworzenie odpowiedniego systemu partnerskiej współzależności poniekąd zbliżonego w założeniach do chińskiego pojęcia Guanxi.

Nie zapominajmy jednak, że AIIB będzie jedynie jednym z wielu narzędzi finansowania chińskich inwestycji na świecie. Chociaż w wyniku dywersyfikacji źródeł finansowania, Chińczycy nie będą sprawować nad nim pełnej kontroli (26 proc. głosów.), do dyspozycji pozostanie im również Chiński Bank Rozwoju, Chiński Bank Ex-Im, oraz państwowy fundusz China Investment Corporation. Ciężką rękawicą rzuconą amerykańskiemu rywalowi w Azji mogą okazać się również sięgające 4 bln dol. rezerwy dewizowe. Część z tych środków zostanie najpewniej przekazana na finansowanie projektu Jednego Pasa, Jednego Szlaku. Realizowane przez Pekin inwestycje nie tylko doprowadzą więc do umocnienia chińskich wpływów kosztem amerykańskich, ale zostaną również wykorzystane do rozruszania rodzimej gospodarki. Mowa tu w szczególności o biednych regionach zachodniej i środkowej części kraju. Najlepszym przykładem będzie miasto Chongqing, które w ciągu pierwszego półrocza 2015 roku cieszyło się ponad 10 proc. wzrostem PKB. Osiągnięcie tak szybkiego tempa rozwoju okazało się możliwe dzięki bliskości linii kolejowych łączących Państwo Środka z Europą. Ponad to, tym sposobem spora część środków zainwestowanych w infrastrukturę transportową w Azji Centralnej i tak po pewnym czasie wraca do Chin przy pomocy zysków z eksportu[2].

Bank i fundusz walutowy BRICS

Chociaż AIIB oraz Nowy Jedwabny Szlak pozostają sztandarowymi projektami Chin w Eurazji, Państwo Środka przekaże również ogromne środki na rozwój Nowego Banku Rozwoju (NBR), czyli wspólnego projektu Chin, Brazylii, Rosji, Indii i RPA, którego podstawowym celem będzie finansowanie inwestycji infrastrukturalnych w państwach założycielskich, oraz w innych krajach rozwijających się. Tak jak i w przypadku AIIB, kapitał banku sięgnie 100 mld dol. Dodatkowo, w ciągu pierwszych siedmiu lat, każde z państw wpłaci 2 mld. dol. na kapitał zakładowy, a także przyzna NBR 8 mld dol. gwarancji kredytowych. Chociaż bank ma być docelowo otwarty na nowych członków, prawdopodobnie głównym sponsorem funduszu pozostaną Chiny, które zobowiązały się do wpłaty na konto NBR aż 41 mld dol. w formie gwarancji. Jednocześnie w razie potrzeby, Chińczycy zobowiązali się ubiegać o pomoc w wysokości maksymalnie połowy tej kwoty[3].

Ewolucja czy Rewolucja w światowym systemie finansowym?

Jednym z podstawowych zadań NBR, jak również AIIB będzie ograniczenie wpływów MFW i BŚ w krajach rozwijających się. Powołanie regionalnych banków inwestycyjnych i funduszy ma również na celu powierzyć państwom Azji, Afryki i Ameryki Południowej większą niż do tej pory kontrolę nad zewnętrznymi źródłami inwestycji, a tym samym ograniczyć zachodnie wpływy w tych regionach świata. Multilateralne organizacje, w których przewodnią rolę pełnią Chiny nie są jednak rewolucją w pełnym tego słowa znaczeniu. W głównej mierze korzystają one z tego samego modelu funkcjonowania na którym oparte zostały instytucje zachodnie. Ich pojawienie się na arenie międzynarodowej i dalszy rozwój powinny być zatem rozpatrywane raczej w kontekście konkurencji prowadzonej równolegle do już istniejącego systemu, nie zaś jako jego zaprzeczenie.

Prawdziwa rewolucja może natomiast czekać światowe rynki finansowe po umiędzynarodowieniu Juana. Udział Chin w multilateralnych organizacjach inwestycyjnych nabiera pełnego wymiaru dopiero, gdy rozpatrujemy go w kontekście przyjęcia Juana do koszyka walut rezerwowych. Do tej pory druga gospodarka świata była w pełni zależna od dolara, zarówno jako waluty rezerwowej, jak i waluty wykorzystywanej w obrocie handlowym. Wiele chińskich inwestycji zagranicznych nie byłoby możliwych bez wykorzystania waluty amerykańskiej. I choć w ramach współpracy bilateralnej, korzystanie z Juana było możliwe, dopiero zwiększenie popytu na chińską walutę poprzez jej umiędzynarodowienie ujawni jej ukryty potencjał inwestycyjny.

1 Października 2016 r. Juan oficjalnie stał się piątą najważniejszą walutą świata obok Funta Szterlinga, Jena, Dolara Amerykańskiego i Euro[4]. Oznacza to, że od tej pory Państwo Środka może na olbrzymią skalę zaopatrywać się na światowym rynku pieniężnym i kapitałowym. Możemy się także spodziewać, że przyjęcie Juana w poczet najbardziej pożądanych walut świata będzie dla Chin zaledwie początkiem długiej drogi ku przełamaniu supremacji dolara na światowych rynkach kapitałowych i w rezerwach banków centralnych. Wysoka nadreprezentacja dolara wydaje się bowiem tym mniej sprawiedliwa im większy udział w światowej gospodarce zyskują Chiny i pozostałe kraje rozwijające się, a ten cały czas rośnie.

Pomimo osiągnięcia przez Chiny statusu drugiej największej ekonomii świata do dziś ponad 60 proc. światowych rezerw finansowych stanowią dolary. Bardzo wysoka jest również dysproporcja pomiędzy udziałem Chin w obrotach handlowych na świecie (około 35 proc.), a znikomym udziałem chińskiej waluty w światowych transakcjach[5]. Przyjęcie juana do koszyka SDR zwiastuje zatem dawno już wyczekiwane zmiany w światowym systemie finansowym, a według wszelkiego prawdopodobieństwa należy oczekiwać, że na nich Chińczycy nie poprzestaną. Wątpliwym jest bowiem by udział juana na poziomie 11 proc. wobec niemal czterokrotnie liczniejszego dolara (42 proc.) i prawie trzykrotnie liczniejszego euro (31 proc.) zaspokoił oczekiwania Pekinu[6]. Szwajcarskie przedsiębiorstwo finansowe Credit Suisse przewiduje, że już wkrótce udział juana w światowych rezerwach walutowych banków centralnych może wzrosnąć ze 150 mld dol. do nawet 780 mld[7].

Jednocześnie Pekin zmuszony zostanie do stabilizacji kursu juana w celu zapewnienia jego atrakcyjności dla zagranicznych inwestorów. Mało prawdopodobna wydaje się zatem powtórka z sierpnia 2015 roku i stycznia roku 2016, gdy Chiny przeprowadziły niewielką, ale nagłą dewaluację swojej waluty w celu zwiększenia popytu na rodzime towary eksportowe. Od tej pory bardziej przewidywalnym scenariuszem wydaje się być dążenie do uzyskania wysokiego zagranicznego poziomu zaufania do stabilności kursu juana w celu zwiększenia jego konkurencyjności względem dolara. Chiny nie będą już musiały podkopywać pozycji amerykańskiej waluty wyłącznie poprzez promocję alternatywnych banków inwestycyjnych i funduszy walutowych. Możliwa stała się bowiem otwarta konkurencja, np. przez wydanie obligacji SDR denominowanych w juanach. Pekin planuje również budowę Chińskiego Międzynarodowego Systemu Płatności (CIPS), który będzie miał na celu ułatwić rozliczenia transakcji handlowych nominowanych w juanach, oraz przepływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych[8].

Choć światowe rynki finansowe czeka zatem szok związany z szybującym wzrostem popytu na chińską walutę, za wcześnie jeszcze by mówić o przenicowaniu światowego systemu finansowego. Zasadniczo nie istnieje obecnie żadne realne zagrożenie, które miałoby szansę podważyć jego podstawowe założenia. Pekin swoją krucjatę przeciw dominacji dolara prowadzi raczej przy użyciu instrumentów konkurencyjnych, ale nie przeciwnych obecnym rozwiązaniom. Po przyjęciu juana do koszyka SDR rywalizacja przeniosła się ponadto na nieco bardziej neutralny grunt. Poważne zmiany, do których dąży Pekin możemy zatem określić mianem ewolucyjnych i raczej nakierowanych na uzupełnienie mechanizmów finansowych współczesnego świata poprzez wyrównywanie szans i rywalizację, niż na całkowitą przebudowę świata finansjery.

Przebudowa tradycyjnego systemu sojuszy

Jednym z najważniejszych filarów wizji nowego ładu międzynarodowego według Pekinu pozostaje ponowne ukształtowanie relacji z sąsiadami oraz rozbicie obecnego systemu sojuszy militarnych i politycznej zależności. Przede wszystkim chodzi oczywiście o wyparcie amerykańskich wpływów z regionu Azji i Pacyfiku, oraz o budowę własnych, trwałych wpływów w najbliższym sąsiedztwie. Realizując gigantyczne inwestycje infrastrukturalne w Pakistanie, na Sri Lance, czy w postsowieckich republikach Azji Centralnej, Chiny liczą nie tylko na przełamanie geopolitycznej pozycji oblężonej twierdzy, ale również na budowę ogromnego systemu współzależności odpornego na zmiany wewnętrzne i obcą ingerencję w krajach sąsiednich.

Podstawowym celem polityki regionalnej Pekinu w 2016 roku pozostaje wydostanie się z taktycznego okrążenia. Choć niemal cały potencjał przemysłowy Państwa Środka ulokowany jest na jego wschodnim wybrzeżu, a jednym z podstawowych źródeł środków finansowych i surowcowych niezbędnych do utrzymania wysokiego tempa wzrostu gospodarczego pozostaje wymiana zagraniczna, jedyny dostępny szlak handlowy łączący Chiny z Zachodem prowadzi przez indonezyjską cieśninę Malakka. W przełamaniu geopolitycznego klinczu nie pomaga otoczenie kraju przez bariery geograficzne na lądzie i sojuszników Stanów Zjednoczonych na wodzie. Korea Południowa, Japonia, Filipiny oraz Tajwan stanowią geopolityczną barierę, która przy wsparciu marynarki wojennej USA, oraz ograniczeniu przepustowości cieśniny Malakka potencjalnie mogłaby doprowadzić do niemal całkowitego załamania chińskiego handlu zagranicznego.

Koszmarna wizja, która od kilku dekad spędza sen z powiek chińskich strategów może jednak zbliżać się ku końcowi. W ciągu ostatnich lat, Chiny nie tylko zdołały doprowadzić do kilkukrotnego powiększenia przepustowości połączeń lądowych łączących je z sąsiadami, ale przedstawiły również epokowy plan rozbudowy sieci połączeń z krajami Bliskiego Wschodu i Europą. O ile jednak Nowy Jedwabny Szlak, bo o nim oczywiście mowa jest projektem, w realizacji którego uczestniczyć będą pokolenia, o tyle już w ciągu kilku najbliższych lat Chiny zamierzają otworzyć dla rodzimego eksportu szlak południowy. Superautostrada i połączenia kolejowe wiodące przez Pakistan aż do portów morza arabskiego umożliwią rozwój ubogich, zachodnich prowincji kraju, oraz w razie potrzeby przekierowanie części handlu zagranicznego z dala od niepewnego szlaku indonezyjskiego[9].

Równie ważnym dla Pekinu tematem pozostaje utrzymanie wysokiego poziomu bezpieczeństwa narodowego, który zamierza osiągnąć poprzez rozszerzenie swojej jurysdykcji na morza Południowo i Wschodnio Chińskie, oraz co ważniejsze wykorzystanie każdego wyłomu w geopolitycznym murze składającym się z koalicjantów USA w najbliższym sąsiedztwie ChRL. Szczególnie interesujący wydaje się w tym kontekście bieżący konflikt Filipin ze Stanami Zjednoczonymi oraz polityczny flirt prezydenta Rodrigo Duterte z Państwem Środka.

18 października 2016 roku, Duterte rozpoczął czterodniową wizytę w Chinach, poprzedzoną serią pozytywnych komentarzy na temat polityki wewnętrznej i zagranicznej ChRL. Jak twierdzi prezydent Filipin, jest on zwolennikiem odbudowy przyjaźni z Chinami, dialogu w sprawie spornych wysp na morzu Południowochińskim a także przeciwnikiem obcej ingerencji w sprawy krajów azjatyckich – „Nie jesteśmy zainteresowani oddaniem głosu innym państwom. Chcę na ten temat rozmawiać tylko z Chinami”, powiedział Duterte w kontekście konfliktu na morzu Południowochińskim. Skrytykował również państwa, „które doskonale wiedzą o problemach finansowych Filipin, ale zamiast im pomóc potrafią tylko je krytykować. Chiny nigdy nie krytykują. Pomagają nam po cichu”. Wywiad przeprowadzony przez chińską agencję prasową Xinhua zakończył słowami – „Tylko Chiny mogą nam pomóc”[10]. Czy 180-cio procentowy zwrot w polityce zagranicznej Filipin okaże się trwały dowiemy się w przeciągu kilku miesięcy. Gdyby tak się jednak stało, podważyłoby to jeden z podstawowych filarów amerykańskiej obecności w tym rejonie świata.

Miękka kolonizacja czy rosnące soft power Chin.

Jak zauważa Ośrodek Studiów Wschodnich, rosnąca w ostatniej dekadzie popularność Chin wśród elity politycznej ubogich krajów Azji i Afryki wynika z nieporównywalnego z zachodnim poziomu zrozumienia problemów gospodarczych i politycznych toczących kraje rozwijające się. Chiny korzystając z własnych doświadczeń są w stanie zrozumieć realne potrzeby swoich sąsiadów i partnerów. Chcą zaoferować biedniejszym krajom coś, czego nigdy nie zaoferował im Zachód, czyli nowoczesne technologie i olbrzymie inwestycje infrastrukturalne, które niosą ze sobą promień nadziei na odbicie się od dna[11]. Wynika to również z charakterystycznego dla Chin pragmatycznego rozumienia stosunków międzynarodowych. Tam, gdzie Zachód widzi pole dla międzynarodowej pomocy humanitarnej, Chiny dostrzegają partnera, któremu brakuje narzędzi do pracy.

Głębokie niezrozumienie celów polityki zagranicznej Chin oraz ich modus operandi prowadzi często do postawienia im przez zagranicznych komentatorów zarzutu prowadzenia neokolonizacji Afryki. Rzeczywiście wpływy ChRL na Czarnym Lądzie rosną w tempie geometrycznym, a u korzeni tej współpracy leżą przede wszystkim korzyści polityczne Pekinu. Stwierdzenie to wydaje się jednak wyjątkowo trywialne. U podstaw działania każdego państwa w pierwszej kolejności leżą jego narodowe interesy. Różnica widoczna jest dopiero w sposobie, w jaki je osiąga. U samych zatem podstaw polityki zagranicznej Chin leży zasada nieingerencji w sprawy wewnętrzne obcych państw. Oznacza to, że aby osiągnąć swoje cele, Pekin zdecydowanie chętniej sięgał będzie po narzędzia chińskiego soft power, aniżeli stosował nacisk polityczny w celu kreowania decyzji państw trzecich, tudzież otwarcie angażował się w konflikt międzynarodowy na pełną skalę.

Również na gruncie afrykańskim, Chiny decydują się poszukiwać wspólnego mianownika, aby w ramach współpracy wypracować model gwarantujący obopólne korzyści. Zarzut neokolonizacji Afryki upada zatem wobec nieobecności elementu szantażu wobec państw partnerskich. Państwo Środka zdecydowanie chętniej sięga natomiast po narzędzie ”przekupstwa”. Gęstniejąca sieć chińskich wpływów na Czarnym Lądzie ma swoje korzenie w wielomiliardowych inwestycjach. Co więcej, wejście na kontynent afrykański ułatwiło Chińczykom wycofanie się z niego wielu zachodnich firm. Chińska ekspansja w Afryce przypomina wypełnianie powstałej po Europejczykach i Amerykanach pustki inwestycyjnej.

Według chińskiej agencji prasowej Xinhua, przed końcem 2015 roku Chiny ukończyły w krajach afrykańskich 1,046 projektów inwestycyjnych, wybudowały 2,233 km połączeń kolejowych oraz 3,350 km dróg[12]. Na tym jednak nie koniec. Informacje pochodzące z China Aid Data, największej publicznej bazy danych badającej wartość chińskich inwestycji w Afryce świadczą, że w ostatnim kwartale 2015 roku na całym kontynencie aktywnych było ponad 3,000 chińskich projektów deweloperskich. Pośród największych z nich znajdziemy wyceniany na 12 mld dol. kontrakt na budowę rozciągającej się na całej długości nigeryjskiego wybrzeża linii kolejowej o całkowitej długości 1,400km, 7 miliardowy projekt budowy ultranowoczesnego mini miasta na przedmieściach Johannesburga w Republice Południowej Afryki, czy wartą ponad 7 mld dol. umowę na modernizację kongijskiej infrastruktury kopalnej[13].

Spośród wymienionych inwestycji najbliżej powinniśmy przyjrzeć się tej ostatniej, ponieważ to właśnie ona najszerzej wpisuje się w ogólną strategię rozbudowy chińskich wpływów na Czarnym Lądzie. 17 września 2007 roku ChRL i Demokratyczna Republika Konga podpisały porozumienie o udzieleniu stronie kongijskiej 9 miliardów dolarów kredytu przez Chiński Bank Exportowo-Importowy. Choć kredyt został w 2009 roku zredukowany z powodu szybko rosnącego kongijskiego długu narodowego, projekt do dziś pozostaje jedną z największych chińskich inwestycji w Afryce. Środki przekazane Kongo przez Chiny służyć mają poprawie stanu infrastruktury transportowej i przemysłowej, oraz rozwojowi kopalni w prowincji Katanga. W zamian za udzielenie kredytu, państwowa spółka górnicza Gécamines przekaże stronie chińskiej złoża miedzi, których wielkość ocenia się nawet na dziesięć i pół miliona ton. Gécamines obiecał również Chińczykom około 500,000 ton kobaltu i dostęp do innych surowców, które zawierać może kongijska ziemia[14]. Mamy tu do czynienia z klasyczną sytuacją dwóch zwycięzców. Przy pomocy chińskich środków Kongo zwiększy konkurencyjność swojej gospodarki poprzez modernizację infrastruktury, Chiny zaś zdołają zaspokoić przynajmniej część krajowego zapotrzebowania na surowce naturalne. Całkiem prawdopodobnym jest również, by w kolejnych latach eksport kongijskich surowców na rynek chiński zwiększył się dodatkowo w wyniku modernizacji infrastruktury transportowej i kopalnej. Udzielając wysokiego kredytu, Chiny zyskują również cennego sprzymierzeńca i partnera biznesowego w Afryce Zachodniej.

Chińska inwestycja w Demokratyczną Republikę Kongo to tylko jeden z wielu przykładów rozwoju chińskich wpływów w Afryce przy użyciu zupełnie innego zestawu narzędzi niż te którymi posługiwały się mocarstwa kolonialne. Chociaż Chiny zdobyły dostęp do kongijskich surowców, trudno ich działania nazwać nawet miękką formą kolonizacji. Jest to raczej wielowymiarowa i długoterminowa strategia, która za cel stawia sobie zdecydowanie więcej niż tylko uzyskanie dostępu do afrykańskich bogactw. Poprzez stymulację rozwoju kontynentu, który jest obecnie domem dla najmłodszych społeczeństw świata, Chiny inwestują w otwarcie nowych rynków zbytu dla swoich towarów eksportowych. Budowa zamożniejszej Afryki, to pokoleniowy projekt, w wyniku którego narodzić się może wielusetmilionowa klasa średnia o ogromnym zapotrzebowaniu na zagraniczne towary. Jest to o tyle ważne, że przy zachowaniu obecnych tendencji, starzejące się społeczeństwa europejskie już wkrótce zaczną tracić na znaczeniu w ujęciu globalnym. Chociaż chłonność europejskich rynków pozostanie bardzo wysoka z powodu najwyższych na świecie poziomów zamożności obywateli, udział Europy w światowej gospodarce ulegnie relatywnemu zmniejszeniu.

Rolę Europy jako największego rynku zbytu dla chińskich towarów może pewnego dnia przejąć właśnie Afryka. Najlepiej świadczy o tym olbrzymi wzrost wymiany handlowej Chin z krajami Czarnego Lądu. Jeszcze w 2000 roku wartość wymiany chińsko – afrykańskiej była bliska zeru. Na początku 2015 roku sięgnęła już 160 miliardów dolarów stawiając Chiny w roli największego pojedynczego partnera biznesowego kontynentu[15]. W samym tylko 2014 roku Chińczycy podpisali z krajami Afryki umowy inwestycyjne opiewające na kwotę 70 mld dol. a chińskie banki pobiły tym samym Bank Światowy jako najwięksi kredytodawcy dla afrykańskich krajów rozwijających się.

Primus inter pares

Chińska inwestycja w Afrykę oraz w pozostałe kraje rozwijające się ma nie tylko podłoże gospodarcze. W ostatnim dziesięcioleciu wiele krajów drugiego i trzeciego świata zaczęło traktować Chiny jako lidera i wzór do naśladowania pośród krajów niezachodnich. Można powiedzieć, że chińska narracja historyczna mówiąca o narodowym odrodzeniu nacji, która mimo dotkliwego upokorzenia doznanego ze strony europejskiego imperializmu, zdołała przetrwać i powstać na nowo jako międzynarodowa potęga, odbija się bardzo szerokim echem w niemal całym niezachodnim świecie. Sięga ona do samego źródła głębokiego poczucia niedowartościowania i bezradności często występujących w mentalności narodów postkolonialnych. Sukces Chin daje im nadzieję na przełamanie geopolitycznego impasu, w którym się znalazły. W post zimnowojennej rzeczywistości zabrakło dla nich miejsca w organizacjach międzynarodowych i multilateralnych strukturach podejmujących najważniejsze decyzje o przyszłości globu, a często również ich własnych krajów. Ich pragnienie zmian bardzo często spotykało się z całkowitym niezrozumieniem problemu przez opinię publiczną w Europie i Ameryce, między innymi postrzegających Afrykę jako kontynent wymagający w pierwszej kolejności ratunku i protekcjonalnej opieki. Tam, gdzie zachodnie instytucje humanitarne darowywały ludziom ryby, Chińczycy sprzedają wędki. Tam, gdzie zachodnie organizacje międzynarodowe podejmowały decyzje godzące w prawo narodów do samodzielnego decydowania o własnym losie, Chińczycy mówią – Nigdy więcej o nas, bez nas. W ujęciu międzynarodowym Chiny coraz częściej postrzegane są zatem jako prekursor zmian, pierwszy pośród równie niezadowolonych z obecnego kształtu ładu międzynarodowego.

Jeszcze do niedawna ChRL pełniła rolę jednego z najbardziej biernych krajów w ONZ. Mimo przedstawicielstwa w Radzie Bezpieczeństwa, Chiny dość często rezygnowały z zajęcia jakiegokolwiek stanowiska, wstrzymując się od głosu bądź zabierając go wyłącznie w przypadku otrzymania wsparcia ze strony innego stałego członka rady, zazwyczaj Rosji. Ich pasywna postawa zaczyna się jednak zmieniać. Jak donosi Nationalinterest, Chiny potroiły swój wkład do budżetu Organizacji Narodów Zjednoczonych i przekazują obecnie podobną kwotę co Brytyjczycy i Francuzi, chińscy żołnierze coraz częściej przydzielani są do udziału w misjach pokojowych ONZ, a ich przedstawiciel w Radzie Bezpieczeństwa częściej zajmuje asertywne stanowisko[16]. Na zdecydowanie większą aktywność międzynarodową Chin zwraca się także uwagę w kontekście działań podejmowanych w celu powstrzymywania światowego terroryzmu i ograniczania rozprzestrzeniania broni nuklearnej. W ostatnich latach Chiny wzięły już aktywny udział w negocjacjach grupy P5 + 1 z Iranem oraz poparły i dołączyły do międzynarodowych sankcji wymierzonych w program nuklearny i rakietowy Korei Północnej.

Dotychczasowe działania Chin świadczą o tym, że w Pekinie istnieje polityczna wola głębszego włączenia się w proces decyzyjny organizacji międzynarodowych odpowiedzialnych za kształtowanie globalnego porządku geopolitycznego. Jest to kolejny przejaw chińskiego pragmatyzmu, według którego obecny ład międzynarodowy wymaga raczej ewolucji, niż całkowitego podważenia i budowy od podstaw. W razie wystąpienia takiej możliwości ChRL będzie wpływał na kształt obecnego świata poprzez już istniejące struktury, a tam, gdzie okaże się to niemożliwe, rywalizował wykorzystując konkurencyjne organizacje tudzież korzystał z poparcia krajów drugiego i trzeciego świata, wykorzystując tym samym efekt kumulacji siły. Jak daleko się przy tym posunie i czy podejmie próbę zajęcia pozycji supermocarstwa równego Stanom Zjednoczonym, czy może poprzestanie na roli przywódcy państw niezachodnich na międzynarodowej scenie politycznej i jedynie zakulisowo, przy pomocy narzędzi miękkiej siły kreować będzie korzystne chińskim interesom zmiany w systemie światowym? Niewątpliwie odpowiedź na to pytanie posiadają jedynie przywódcy Państwa Środka. Pewnym pozostaje jednak, że cały system polityczny i gospodarczy świata czekają poważne, ewolucyjne zmiany.

[1] Biznes.gazetaprawna.pl, Wizja świata według juana. Chiny rosną, a USA zalicza kolejną porażkę, http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/889594,wizja-swiata-wedlug-juana-chiny-rosna-a-usa-zalicza-kolejna-porazke.html (dostęp 17.10.2016 roku).

[2] Ibidem,

[3] Wyborcza.biz, Państwa BRICS tworzą własny bank i fundusz walutowy, http://wyborcza.biz/biznes/1,147762,16331989,Panstwa_BRICS_tworza_wlasny_bank_i_fundusz_walutowy.html (dostęp 17.10.2016 roku).

[4] Obserwatorfinansowy.pl, Juan wychodzi z cienia, wchodzi do koszyka SDR, https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/rynki-finansowe/yuan-wychodzi-z-cienia-wchodzi-do-koszyka-sdr/ (dostęp 17.10.2016 roku).

[5] Ibidem,

[6] Sputniknews.com, która waluta „rzuci wyzwanie” dolarowi, https://pl.sputniknews.com/gospodarka/201610023982747-juan-dolar-mfw/ (dostęp 17.10.2016 roku).

[7] Obserwatorfinansowy.pl, juan wychodzi z cienia….

[8] Wyborcza.biz, Spektakularna decyzja. Chiński juan stanie się jedną z pięciu najważniejszych walut świata,
http://wyborcza.biz/Waluty/1,111023,19269007,spektakularna-decyzja-chinski-juan-stanie-sie-jedna-z-pieciu.html (dostęp 18.10.2016).

[9] Peoplessquare.pl, Ogromne inwestycje w Pakistanie – Chiny zacieśniają relacje ze strategicznym sojusznikiem w Azji Południowej, http://peoplessquare.pl/2016/05/17/ogromne-inwestycje-w-pakistanie-chiny-zaciesniaja-relacje-ze-strategicznym-sojusznikiem-w-azji-poludniowej/ (dostęp 18.10.2016 roku).

[10] Xinhuanet.com, Interview: Philippine president says „only China can help us”, http://news.xinhuanet.com/english/2016-10/17/c_135760893.htm (dostęp 18.10.2016 roku).

[11] Osw.waw.pl, Jedwabna globalizacja. Chińska wizja ładu międzynarodowego, https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/punkt-widzenia/2016-10-10/jedwabna-globalizacja-chinska-wizja-ladu-miedzynarodowego (dostęp 18.10.2016 roku).

[12] Xinhuanet.com, Commentary: The West’s green eyes on China-Africa win-win cooperation, http://news.xinhuanet.com/english/china/2015-01/31/c_133961174.htm (dostęp 18.10.2016 roku).

[13] Mgafrica.com, What crisis? 16 of China’s biggest projects in Africa — it’s all billion-dollar territory in here, http://mgafrica.com/article/2015-09-18-multi-billion-dollar-deals-chinas-27-biggest-active-projects-in-africa (dostęp 18.10.2016 roku).

[14] Ibidem,

[15] Nationalinterest.org, What China Knows about Africa That the West Doesn’t, http://nationalinterest.org/feature/what-china-knows-about-africa-the-west-doesnt-16295 (dostęp 19.10.2016 roku).

[16] Nationalinterest.org, How China Sees World Order, http://nationalinterest.org/feature/how-china-sees-world-order-15846 (dostęp 19.10.2016 roku).

autor zdjęcia: Liam McManus

Jan Furmanek
Absolwent warszawskiej uczelni Collegium Civitas na kierunku Stosunki Międzynarodowe - Studia Azjatyckie. Po ukończeniu studiów licencjackich wyjechał do Chin pogłębiać swoją wiedzę o języku i kulturze. Obecnie student Zhejiang International Studies University, uczestnik rocznego programu nauki języka mandaryńskiego w Hangzhou. Jego zainteresowania akademickie skupiają się wokół stosunków politycznych Chin z krajami Europy Środkowej i Wschodniej, perspektyw gospodarczej współpracy ChRL i Rzeczypospolitej Polskiej oraz geopolityki Azji Wschodniej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *