Home > Kultura > Instytuty Konfucjusza i ich miejsce w chińskiej polityce „uwodzenia” świata

Instytuty Konfucjusza i ich miejsce w chińskiej polityce „uwodzenia” świata

Czym jest siła w stosunkach międzynarodowych? Wbrew pozorom odpowiedź nie jest tak oczywista jak się to na pierwszy rzut oka wydaje. O ile fraza „użycie siły” ma dość oczywiste konotacje z przysługującym państwom monopolem na użycie przymusu, o tyle należy pamiętać, iż w nauce o stosunkach międzynarodowych pojęcie „siły” jest niezbyt szczęśliwym, aczkolwiek najczęściej używanym, tłumaczeniem angielskiego słowa „power”. Nieszczęśliwym, bo oryginalny termin ma niezwykle szerokie znaczenie i nie ogranicza się ono bynajmniej do przymusu i brutalności – tzw. „miękka siła”, czyli „soft power”, porównywana jest przez swojego „twórcę” i głównego teoretyka (Josepha S. Nye’a) do uwodzenia w relacjach damsko – męskich. Państwa tak jak ludzie mogą być atrakcyjne i mogą to wykorzystywać, by uzyskać to czego chcą bez potrzeby długotrwałego przekonywania drugiej strony do swoich racji. Instytuty Konfucjusza (IK) są jednym z wielu narzędzi/sposobów, w jaki współczesne Chiny chcą podkreślić swoją szeroko rozumianą atrakcyjność kulturową. Trzymając się wcześniejszego porównania można powiedzieć, że ich rolą jest, niczym dobrze dobranej garderoby i profesjonalnego makijażu, podkreślić to, co najlepsze i zakryć to, co zakryte być powinno.

Wracając do postawionego na wstępie pytania, warto zacytować wspomnianego już Nye’a, który w publikacji Public Diplomacy and Soft Power definiuje „power” jako „(…) zdolność do wpływania na innych celem uzyskania rezultatu, jaki się chce”[2]. Trudno chyba o celniejszą definicję „siły” w SM. Politolog Jarosław Sadłocha, powołując się na J. S. Nye’a, w niewielkim stopniu rozszerza pojęcie „power” i określa ją jako „(…) zdolność rzeczywistego bądź potencjalnego oddziaływania państwa na inne podmioty i realizacji własnych celów”[3]. Warto zwrócić uwagę, że Sadłocha tłumacząc „power” na język polski stosuje dobrze nam znane określenie „siła”, ale również wprowadza termin „potęga” i używa ich zamiennie. Politolog w swoim opracowaniu Pomiędzy miękką, a twardą siłą: smart power przytacza również definicję sformułowaną przez innego zagranicznego badacza, Johna Georga Stoessingera, który „power” widzi jako „zdolność państwa do użycia swoich materialnych i niematerialnych zasobów w sposób, w który wpłynie na zachowanie innych państw”[4]. Nieznacznie bardziej rozbudowaną definicję podała natomiast Karen Mingst w znanej chyba wszystkim studentom stosunków międzynarodowych książce Podstawy stosunków międzynarodowych, która postrzega przedmiot naszych rozważań jako „(…) zdolność nie tylko oddziaływania na innych, ale także wpływania na wyniki – uzyskiwania rezultatów, które nie pojawiłyby się w sposób naturalny.[5]

Warto zwrócić uwagę, że według Mingst stosowanie „siły” w stosunkach międzynarodowych przysługuje jedynie aktorom państwowym i jedynie wobec siebie nawzajem (oraz w polityce wewnętrznej). Osobiście nie zgadzam się z tym poglądem –  głównym kontrargumentem w tej dyskusji może być casus „soft power”. Państwa wykorzystują ten rodzaj siły, aby oddziaływać na szerokie masy społeczeństw innych krajów (tzw. „niska miękka siła”[6]) oraz rządzące nimi elity („wysoka miękka siła”[7]) i w efekcie w wielu sprawach mają wpływ na kształtowanie polityki innego kraju (prawdopodobnie żaden polityk nie pozwoli sobie na pogorszenie relacji z krajem cieszącym się dużą dozą sympatii wśród jego wyborców – truizmem będzie w tym miejscu przypominanie, iż przecież rządzący są kształtowani przez grupy, z których się wywodzą). Ponadto aktorzy państwowi w mniejszym lub większym stopniu wpływają na funkcjonowanie organizacji międzynarodowych (nie tylko tych, których są członkiem), korporacji transnarodowych czy wreszcie zorganizowanej przestępczości międzynarodowej. Korporacje tudzież organizacje przestępcze oddziałują zaś nie tylko na państwa i siebie nawzajem – mogą one zdobywać przychylność społeczeństwa („miękka siła”) czy zastraszać je, aby skłonić do pożądanego działania. W jednym należy się zgodzić z Karen Mingst, niezaprzeczalnie państwa korzystają z posiadanych zasobów „siły” nieporównanie częściej niż inne podmioty stosunków międzynarodowych[8].

Reasumując, warto podkreślić, iż wszystkie cztery przytoczone przeze mnie definicje sprowadzają „power” do roli narzędzia pozwalającego wywierać wpływ na inne podmioty, aby skłonić je do pożądanego działania, w celu osiągnięcia zamierzonych efektów.

„Soft power” – co to jest?

Specyficznym rodzajem „power” jest wspomniana już przez mnie „miękka siła”, którą Josepha S. Nye definiuje w postaci „(…) zdolności do oddziaływania na inne podmioty poprzez szeroko rozumianą atrakcyjność kulturalno – polityczno – ekonomiczną danego państwa, która pozwala wpływać na działania innego podmiotu bez użycia siły [rozumianej jako przymus – przyp. M. A.][9]”. Atrakcyjność w kategoriach politycznych w znacznej mierze sprowadza się do powszechnego postrzegania panującego w danym kraju ustroju (demokracja zawsze będzie budzić lepsze skojarzenia niż autorytaryzm), władzy (przestrzega prawa, a może notorycznie je łamie?) czy nawet samej osoby przywódcy (wizerunek Władimira Putina bezsprzecznie wpływa na negatywny odbiór Rosji wśród wielu krajów na świecie). Atrakcyjność w kategoriach ekonomicznych to zaś w głównej mierze skuteczność danego ustroju gospodarczego w praktyce – bogate kraje czy organizacje przyciągają zwolenników, biedne zaś w miejsce podmiotów stają się przedmiotami SM.

W czasach „Zimnej Wojny” mieliśmy do czynienia z nieustanną rywalizacją między kapitalizmem a komunizmem. W upadku ZSRR wielu naukowców i komentatorów upatrywało dowodu na ostateczny triumf myśli neoliberalnej. XXI wiek przyniósł zaś niespodziewany triumf chińskiego modelu gospodarczego, który może okazać się atrakcyjny dla wielu krajów Afryki czy Ameryki Południowej, które w porażce polityki naśladowania Zachodu widzą przyczynę swoich dotychczasowych niepowodzeń.

Ostatnią kategorią „atrakcyjności” wyszczególnioną przez Nye’a jest kultura. Jej główną cechą jest oddziaływanie skupione w większym stopniu na społeczeństwach, niż decydentach (choć jak już zostało wykazane, pośrednio również oni są celem „uwodzenia”). Ponadto np. państwa często czerpią korzyści ze swojej wysokiej atrakcyjności kulturalnej, choć mają ograniczony wpływ na wiele jej aspektów (dla przykładu atrakcyjny wizerunek krajów Zachodu często tworzy popkultura, która jest przez nie stosunkowo słabo kontrolowana). Jednocześnie ten rodzaj atrakcyjności jest zdecydowanie mniej uniwersalny od sfery chociażby gospodarczej – wielu ludzi na świecie chciałoby być bogatymi czy korzystać z szerokiego katalogu praw i wolności osobistych, ale niekoniecznie chcieliby żyć w zatomizowanych i nastawionych na konsumpcję społeczeństwach krajów Zachodniej Europy czy Ameryki Północnej (nazywanych w tym kontekście znanym wszystkim terminem „zgniły Zachód”).  Warto zaznaczyć, iż „soft power” w przeciwieństwie do klasycznej „siły” („hard power”) jest działaniem długofalowym, mającym bardziej kreować ludzkie postawy, niż prowadzić do jednorazowego uzyskania oczekiwanego wyniku[10].

Instytuty Konfucjusza – chińskie narzędzie

Niewątpliwie incydent na placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie w ChRL zszargał wizerunek Chin na arenie międzynarodowej. Decydenci z Komunistycznej Partii Chin (KPCh), w związku z rosnącym zaangażowaniem gospodarczym na świecie, musieli znaleźć sposób na poprawę tego stanu rzeczy. Postanowiono więc wykorzystać w tym celu m. in. kulturę i język, które wraz z modą na cały Daleki Wschód, stawały się na Zachodzie coraz bardziej popularne. Instytuty postanowiono nazwać na cześć Konfucjusza, który szeroko znany na świecie, jednocześnie nie jest kojarzony tak jak Mao Zedong z nieudanymi eksperymentami społecznymi. Niewątpliwą ironią jest fakt, że ten starożytny nauczyciel był do niedawna przemilczany w przestrzeni publicznej przez tych samych chińskich komunistów, którzy teraz postanowili wykorzystać jego wizerunek, aby podbić serca i umysły mieszkańców reszty świata[11].

Koncepcja tego rodzaju ulokowanych za granicą instytucji kulturalno – oświatowych nie jest bynajmniej nowa, ani też wymyślona przez Chińczyków. Jeszcze w XIX wieku na takowy pomysł wpadli Francuzi, tworząc w 1883 roku pierwszą placówkę Alliance Française (AF). W roku 1934 roku Wielka Brytania uruchomiła pierwszy British Council (BC), a już po sześciu latach od zakończenia II Wojny Światowej otwarto pierwszy niemiecki Instytut Goethego. Na dzień dzisiejszy język i kulturę Francji można poznawać w ponad 850 placówkach na całym świecie. Na tym tle Wielka Brytania i Niemcy wypadają raczej skromnie posiadając odpowiednio 83 i 136 oddziałów. W przypadku Instytutów Konfucjusza podziw budzić może niesamowite tempo, z jakim otwierane są kolejne placówki – pierwsza powstała całkiem niedawno, bo w grudniu 2004 roku w Seulu, a po dziesięciu latach ich liczba wynosiła około 500, by do 2020 roku ma przekroczyć tysiąc[12].

Instytuty Konfucjusza, w przeciwieństwie do swoich brytyjskich czy niemieckich odpowiedników, powstają w ramach uczelni wyższych, stając się ich częścią. Podlegają one jednak nie tylko władzom uniwersytetu, ale również Chińskiemu Państwowemu Biuru Międzynarodowej Promocji Języka Chińskiego (Hanban) – organizacji pozarządowej podległej ministerstwu edukacji ChRL. Biuro odpowiada kompleksowo za działalność placówek IK – wyszykuje partnerów w postaci kolejnych uczelni, finansuje otwarcie i bieżące funkcjonowanie oraz koordynuje przyjazdy chińskich lektorów czy opracowanie materiałów dydaktycznych. W strukturze władz poszczególnych placówek obligatoryjnie znajduje się przedstawiciel Hanbanu. Biuro stawia przed Instytutami szereg zadań w zakresie propagowania kultury i języka chińskiego, rozwijania międzynarodowej współpracy kulturalnej czy działania na rzecz przyjaznych stosunków między krajami i narodami. W tym celu organizują one konferencje naukowe, konkursy, wydarzenia kulturalne, obchody ważnych świąt czy zajęcia dla dzieci, a przede wszystkim prowadzą kursy języka i kultury chińskiej w bardzo atrakcyjnych cenach (dla przykładu 3-letnie studium w IK przy Uniwersytecie Wrocławskim jest bezpłatne dla studentów i pracowników uczelni). Hanban za pośrednictwem Instytutów finansuje granty i stypendia dla naukowców czy obozy wakacyjne w Chinach dla uczniów. Działania te znakomicie moim zdaniem wpisują się w to, co J. S. Nye określa mianem „uwodzenia kulturalną atrakcyjnością”[13].

Kontrowersje

Fakt, iż chińska władza sprawuje bezpośrednią kontrolę nad działaniem Instytutów nie jest specjalnie skrywany, choć uniwersytety na całym świecie de iure współpracują z organizacją pozarządową jaką oficjalnie jest Hanban. W efekcie w wielu miejscach na świecie wybuchają protesty studentów czy pracowników naukowych w związku z otwarciem nowych placówek. Takowa sytuacja miała miejsce m. in. przy okazji prób utworzenia Instytutu Konfucjusza przy Uniwersytecie Warszawskim w 2015 roku. Większość protestujących w takich sytuacjach zwraca uwagę na kontrowersyjny zapis w regulaminie Instytutów mówiący, że „(…) nie mogą [one] naruszać praw i przepisów obowiązujących w Chinach.[14]”. Ich zdaniem w ten sposób wprowadza się cenzurę na uniwersytety, które powinny być miejscem wolnej i nieskrępowanej debaty. Niestety do takiego przypadku doszło już w Portugalii w 2014 roku, gdy dyrektor Hanban-u zażądała zmiany programu konferencji, którego lokalny IK był współorganizatorem, aby usunąć informację o innym sponsorze wydarzenia, który pochodził z Tajwanu. Nie można również zapominać o zarzutach o fałszowanie historii (poprzez przemilczanie niewygodnych faktów) czy o generalnie dwuznaczne efekty oddziaływania „miękkiej siły” na jednostki, które często w przyszłości zostaną liczącymi się liderami politycznymi czy opiniotwórczymi. Pozyskanie ich przychylności na pewno się Państwu Środka opłaci w przyszłości. Jest to szara strefa działalności prawdopodobnie wszystkich placówek nastawionych na szeroko pojętą dyplomację kulturalną – niezależnie od ich kraju pochodzenia i panującego ustroju politycznego. Należy pamiętać, że większość tego typu kursów jest finansowana w większym lub mniejszym stopniu z funduszy kraju wysyłającego – prędzej czy później taka inwestycja musi się zwrócić[15].

Podsumowanie

Trudno jest wskazać jaskrawe dowody na skuteczność „miękkiej siły” – czas jaki upływa od zastosowania wybranych narzędzi do zaistnienia widocznych efektów (widocznych, choć nadal wciąż trudno mierzalnych) liczyć należy w dekadach. Jednakże decydenci liczących się krajów na świecie nie stronią od wcielania w życie dalekosiężnych i kosztownych strategii, które pozwolą wpływać na inne państwa bez typowych dla „twardej siły” narzędzi w postaci siły czy groźby jej użycia. Również KPCh, korzystając z popularności kultury i języka, pieczołowicie buduje pożądany przez siebie obraz kraju. Dziś, gdy języka chińskiego uczy się go już kilkadziesiąt milionów obcokrajowców, a kolejne Instytuty powstają niczym przysłowiowe grzyby po deszczu, można spokojnie założyć, że to dopiero początek „kulturalnego uwodzenia made in China”.

[1] Artykuł przygotowany na podstawie: M. Adamczyk, Instytuty Konfucjusza jako narzędzie chińskiej miękkiej siły, „Ogrody Nauk i Sztuk” 2016, nr 6, s. 238-247.

[2] J. S. Nye, Jr., Public Diplomacy and Soft Power, “The Annals of the American Academy of Political and Social Science”, Vol. 616, Public Diplomacy in a Changing World, Marzec 2008, s. 94.

[3] J. Sadłocha, Pomiędzy miękką, a twardą siłą: smart power, „Wrocławskie Studia Politologiczne”, nr 13/2012, s. 37.

[4] Ibidem.

[5] K. Mingst, Podstawy stosunków międzynarodowych, Warszawa 2006, s. 110.

[6] P. Fudalej, Chińska soft power: nowe sposoby działania Chin na arenie międzynarodowej, „Kultura i Polityka : zeszyty naukowe Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie”, 2008, nr 2/3, s. 78.

[7] Ibidem.

[8] Do których zalicza się państwa, organizacje międzynarodowe, korporacje międzynarodowe, zorganizowaną przestępczość międzynarodową (w tym terrorystów) oraz wybitne jednostki.

[9] J. Sadłocha, op. cit. s. 37.

[10] M. Adamczyk, Instytuty Konfucjusza jako narzędzie chińskiej miękkiej siły, „Ogrody Nauk i Sztuk” 2016, nr 6, s. 242-243.

[11] Ibidem. s. 245.

[12] Ibidem.

[13] Ibidem, s. 244-245.

[14] Constitution and By-Laws of the Confucius Institutes, Chapter 1: General Principles, Paragraph 6: http://english.hanban.org/node_7880.htm, [dostęp: 29 listopada 2016].

[15] M. Adamczyk, Instytuty Konfucjusza, s. 243-245.

Marcin Adamczyk
Autor ukończył Stosunki Międzynarodowe na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego w 2013 roku obroniwszy, z oceną bardzo dobrą, pracę nt. geopolitycznej roli Chin na Pacyfiku. Rok później podjął Studia Doktoranckie na kierunku Nauki o Polityce, na tym samym wydziale. Autor w ramach Pracowni Koordynacji Badań i Dydaktyki Bezpieczeństwa Narodowego zajmuje się dydaktyką i badaniami nt. bezpieczeństwa i obronności. Obszary badawcze którymi się zajmuje to polityka bezpieczeństwa ChRL, relacje międzynarodowe w obszarze Azji i Pacyfiku oraz potencjały militarne najważniejszych państw na świecie. Jednocześnie z zamiłowaniem poszukuje sprzeczności i powiązań, tam gdzie inny ich nie dostrzegają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *