Home > Gospodarka i Polityka > Czy Donald Trump powtórzy „manewr Nixona”?

Czy Donald Trump powtórzy „manewr Nixona”?

Zwycięstwo w wyborach prezydenckich Donalda Trumpa wywołuje wiele pytań w kwestii przyszłego rozwoju amerykańskiej dyplomacji. Istotnym zagadnieniem jest stosunek Ameryki pod rządami nowego prezydenta do Rosji. Donald Trump zapowiadał podczas kampanii wyborczej, że doprowadzi do resetu w relacjach z Rosją. Republikanin chciałby, aby Rosja przyłączyła się do tworzonej przez Amerykę antychińskiej koalicji. Niektórzy komentatorzy stosunków międzynarodowych zauważają, że Donald Trump mógłby w ten sposób niejako powtórzyć (w odwrócony sposób) tzw. „manewr Nixona”. Tak jak Richard Nixon w 1972 r. sprzymierzył się z Chinami przeciwko ZSRR, tak współcześnie Donald Trump może sprzymierzyć się z Rosją przeciwko ChRL. Wiele argumentów przemawia za urzeczywistnieniem takiego scenariusza.

Zbieżne interesy łączą USA i Rosję

Ostanie pięć lat upłynęło w stosunkach międzynarodowych pod znakiem wzmożonej rywalizacji amerykańsko-rosyjskiej. Na terenie Syrii i Ukrainy doszło do amerykańsko-rosyjskich tzw. „proxy wars” („wojen zastępczych”). Waszyngton i Moskwa wówczas znacząco się skonfliktowały. Dziś Donald Trump chce to zmienić.

Chociaż wiele kwestii podzieliło geopolitycznie Stany Zjednoczone oraz Rosję, to pewne fakty przemawiają za potrzebą dokonania „detente” we wzajemnych stosunkach. Przede wszystkim obie strony potrzebują stabilizacji. Donald Trump za bardzo istotne zagadnienie swojej prezydentury uznał odbudowę amerykańskiej potęgi ekonomicznej. W tym celu będzie musiał poświęcić dużo uwagi sprawom wewnętrznym. W konsekwencji będzie potrzebna pewna redukcja amerykańskiego zaangażowania na świecie. Na tym polu bardzo opłaci się Waszyngtonowi porozumie z Moskwą. Rosjanie również potrzebują odprężenia w stosunkach z USA. Pogorszenie stosunków z Ameryką poskutkowało z jej strony (i amerykańskich sojuszników) sankcjami gospodarczymi. Odbiły się one negatywnie na stanie rosyjskiej gospodarki. Prezydent Władimir Putin liczy, iż wraz z nastaniem nowej amerykańskiej administracji zostaną one cofnięte.

Odprężenie w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, to jedna kwestia. Donald Trump będzie chciał posunąć się dalej i zaprosić Moskwę do włączenia się w tworzoną przez USA antychińską koalicję. Jednym z podstawowych praw geopolityki jest to mówiące o tym, iż nic tak bardzo nie wiąże państw, jak obawa przed wspólnym konkurentem. W tym wypadku tym wspólnym konkurentem są Chiny. Oba mocarstwa obawiają się konsekwencji wzrostu potęgi ChRL. Amerykanie niepokoją się tym, że Chiny w przyszłości ograniczą i wyrugują obecność USA w Azji Wschodniej, tym samym poważnie osłabiając globalne przywództwo Waszyngtonu. Rosjanie obawiają się ekonomicznej ekspansji Chin w Azji Środkowej (lądowa odnoga projektu „Belt&Road”). Moskwa ma także świadomość potencjalnych sporów terytorialnych z Chinami – do Rosji należą dziś ziemie nad rzeką Amur, które do drugiej połowy XIX w. stanowił część  Cesarstwa Chińskiego. Istnieje potencjał, aby Amerykanom udało powtórzyć „manewr Nixona”. Stany Zjednoczone i Rosja mogłyby wspólnie utrudniać rozwój projektu reaktywacji „Jedwabnego Szlaku”.

Geopolityczne przewagi Chin

W najbliższych latach dojdzie do amerykańsko-rosyjskiego odprężenia. Mimo wszystko zagadnienie ewentualnego podjęcia przez Rosję współpracy z USA o charakterze antychińskiej jest kwestią bardziej złożoną. W chwili obecnej z punktu widzenia Moskwy współpraca z Pekinem wciąż jest bardziej opłacalna, aniżeli z Waszyngtonem. Dla Rosjan Chiny posiadają przewagę nad Stanami Zjednoczonymi w kilku obszarach.

Rozważania na ten temat zacznijmy od kwestii geopolitycznych. Podstawową słabością Stanów Zjednoczonych w kwestii zabiegania o sojusz z Rosją, jest dotychczasowy brak konsekwentnej amerykańskiej polityki wobec Moskwy. Ameryka nie potrafiła przez ostatnie 25 lat wypracować spójnej polityki w stosunku do Rosji. Amerykanie dotąd nie umieją odpowiedzieć sobie na kluczowe pytanie, kim dla USA ma być Rosja? Partnerem, czy konkurentem? W konsekwencji amerykańska polityka wobec Rosji ma kształt sinusoidy: okresy zbliżenia są przeplatane okresami (często twardej) rywalizacji. Szczególnie w ostatnich latach rywalizacja USA i Rosji stała się bardzo zawziętą. Próba przejęcia przez Waszyngton rosyjskich stref wpływów poskutkowała  amerykańsko-rosyjskimi tzw. „wojnami zastępczymi” w Syrii oraz na wschodniej Ukrainie. Tak złych stosunków jak w ostatnich kilku latach, Waszyngton i Moskwa nie miały od czasów zimnowojennych. Chiny z punktu widzenia Rosji prezentują się w omawianym obszarze zupełnie inaczej. Pekin od czasów upadku ZSRR wypracował wobec Moskwy spójną i konsekwentną politykę. Sprowadza się ona do tego, aby Rosji nie antagonizować. Relacje rosyjsko-chińskie przeszły od 1991 r. długą drogę. Najpierw miały charakter neutralny, zaś później osiągnęły status strategicznego partnerstwa. Dziś stosunki obu mocarstw są najbliższe od lat 50. XX w. auasi-sojusz dwóch potęg został w 2008 r. nazwany „axis of convenience” („osią wygody”) przez badacza relacji chińsko-rosyjskich Bobby’ego Lo[i]. Pekin i Moskwa stanowią głównej filary różnych inicjatyw na arenie międzynarodowej np. Szanghajskiej Organizacji Współpracy oraz klubu BRICS. Współcześnie częstym obrazem są wspólne ćwiczenia wojsk obu państw. Rosja odgrywa istotną rolę w geopolitycznych planach Pekinu m.in. w projekcie „Belt&Road”. Miejsce, które Rosji w swych planach przyznają Chiny, niekoniecznie Moskwie odpowiada. Rosjanie obawiają się, iż powstanie lądowej odnogi projektu „Belt&Road” doprowadzi do osłabienia jej wpływów w Azji Środkowej. Zagrożenie to jest realne. Niemniej reaktywacji „Jedwabnego Szlaku” nie można traktować, jako koncepcji z gruntu antyrosyjskiej – jak czynią to niektórzy komentatorzy. Ten projekt jest olbrzymim wyzwaniem. Bank HSBC szacuje koszty tego projektu na przynajmniej 6 bln $[ii]. Jednakże inne źródła szacują potrzeby infrastrukturalne Azji (tylko do 2020 r.) na nawet 8 bln $[iii]. Chiny są bogatym państwem, ale nawet one łatwo nie wyłożą tak pokaźnej sumy. Z tego powodu potrzebują przy realizacji projektu pomocy innych państw m.in. właśnie Rosji. Fakt ten oraz wciąż trwające prace nad ostatecznym kształtem projektu, pozostawiają sporo miejsca na negocjacje odnośnie miejsca Rosji w jego ramach. Chińska wizja świata może nie do końca odpowiada Moskwie, ale „suma summarum” nadal jest ona znacznie bardziej atrakcyjna niż dotychczasowa amerykańska. Ponadto wiele szczegółów w tej kwestii wciąć można jeszcze wynegocjować. Czasu jest sporo, ponieważ koncepcja „Belt&Road” powinien zostać zrealizowana na stulecie ChRL, czyli do 2049 r.

W najbliższym czasie amerykańskie notowania w Moskwie ulegną poprawie: 20 stycznia 2017 r. Donald Trump został oficjalnie prezydentem USA. Prezydentura Republikanina najpewniej doprowadzi do poprawy relacji amerykańsko-rosyjskich. Być może Donald Trump zainicjuje również konsekwentną politykę USA wobec Rosji. Mimo wszystko jego prezydentura nie gwarantuje tego, iż Rosja zdecyduje się na zawarcie z USA sojuszu wymierzonego w Pekin. Z punktu widzenia Moskwy współpraca z Ameryką – nawet rządzoną przez Donalda Trumpa – posiada pewne wady w porównaniu z kooperacją z Chinami. Przede wszystkim nie wiadomo, jaka ostatecznie będzie polityka nowego prezydenta wobec Rosji. W poprzednich kilkunastu latach miały miejsce dwa resety w stosunkach Waszyngtonu i Moskwy. Oba wyglądały podobnie: przez pewien czas stosunki dwóch mocarstw układały się poprawnie, niemniej w końcu pojawiły się wydarzenia (inwazja na Irak 2003 r., kolorowe rewolucje 2003-2005, rewolucja w Libii 2011, wojna domowa w Syrii, euromajdan na Ukrainie 2013-2014), które ostatecznie skłócały USA i Rosję. Sytuacja taka może się powtórzyć także za rządów Donalda Trumpa. Nie można wykluczyć takiej możliwości, że np. w najbliższych latach dojdzie do rewolucji w którymś z zasobnych w surowce naturalne państw Azji Środkowej. Prorosyjski rząd zostanie obalony, a nowa władza otrzyma poparcie z Waszyngtonu. Ponownie w imię krótkoterminowych zysków Amerykanie poświęcą kooperacje z Rosją. Być może Donald Trump faktycznie posiada wolę, aby Ameryka nawiązała konsekwentną współpracę z Rosją. Wszelako nie musi to gwarantować odciągnięciem Rosji od kooperacji z ChRL. Republikanin nie będzie rządził wiecznie – za cztery, maksymalnie osiem lat opuści „Biały Dom”. Jeśli rzeczywiście Donald Trump chce powtórzyć „manewr Nixona”, musi wykonać dużą pracę wobec amerykańskiego establishmentu. Kooperacja z ChRL wymagała zgody w tej sprawie pomiędzy Republikanami i Demokratami. Wówczas się to udało. Czy nowemu prezydentowi uda się wykonać podobną w dziedzinie współpracy z Rosją? Nie jest to proste zadanie. Nawet w jego macierzystej partii oraz nie brak polityków nastawionych bardzo rusofobicznie. John McCain, jeden z najbardziej prominentnych przedstawicieli GOP, nazwał kilka tygodni temu Władimira Putina „zabójcą, mordercą i agentem KGB”[iv]. Nowym sekretarzem obrony został gen. James Mattis. Uważa on Rosję (obok Iranu) za główne zagrożenie dla pokoju na Bliskim Wschodzie[v]. Nawet uchodzący za polityka nastawionego prorosyjsko Rex Tillerson, przyszły sekretarz stanu, powiedział podczas przesłuchania przed Senatem, że USA i Rosja „najprawdopodobniej nigdy nie będą przyjaciółmi”[vi]. Odnośnie nałożonych na Moskwę sankcji wypowiedział się w następujących słowach: „Zalecałbym utrzymane status quo, aż będziemy mogli wejść w kontakt z Rosją i lepiej zrozumieć, jakie są jej zamiary”[vii]. Poważnym problemem pozostaje postawa Demokratów. Do dziś nie pogodzili się z przegraną w wyborach. Oskarżają Rosjan o pomoc Donaldowi Trumpowi w zwycięstwie poprzez ingerowanie w proces wyborczy. Chociaż Barack Obama niedługo przed ustąpieniem ze stanowiska postanowił w ramach sankcji za te działania wydalić 35 rosyjskich dyplomatów[viii]. Demokraci nie potrafią obecnie racjonalnie spojrzeć na kooperację z Rosją i trudno powiedzieć, kiedy się to zmieni. Dlatego nie należy spodziewać się, że Władimir Putin zmieni gwałtownie polityki zagranicznej Rosji tyko z powodu elekcji Donalda Trumpa. Rosyjski przywódca doświadczył dotąd dwóch resetów z USA. Wszystkie zakończyły się negatywnie, więc ma znaczne powody, aby podchodzić do trzeciego z pewnym dystansem. Rosjanie zbyt wiele zainwestowali w zbliżenie z ChRL, aby teraz to zmarnować. Rosja współtworzy z Chinami tak ważne instytucje międzynarodowe jak chociażby Szanghajską Organizację Współpracy, BRICS, czy AIIB (bank wspierający projekt „Belt&Road”). Jeśli Rosja zdecyduje się na zbliżenie z USA i jednocześnie ochłodzenie relacji z ChRL, to w konsekwencji będzie musiała przemyśleć na nowo swój udział w wymienionych powyżej instytucjach. Wydaje się, iż w chwili obecnej taka decyzja nie jest dla Rosji opłacalna.

Gospodarka łączy Rosję z Chinami

O ile w obszarze geopolitycznym Amerykanie mogą zaoferować Rosjanom pewne korzyści, o tyle w obszarze gospodarczym sytuacja prezentuje się (przynajmniej obecnie) gorzej. Stany Zjednoczone nie są dla Rosji liczącym się partnerem gospodarczym. Chiny wręcz przeciwnie – pełnią rolę jednego z kluczowych partnerów ekonomicznych Federacji Rosyjskiej. Chińska Republika Ludowa jest dla Rosji drugim partnerem w dziedzinie eksportu (8,3%) oraz pierwszym w kategorii importu (19,2%)[ix]. Ekonomiczne związki Rosji z Chinami wciąż się rozwijają. W 2016 r. Chiny stały się największym odbiorcom rosyjskiej żywności[x].

Rosja stanowi ważny element koncepcji „Belt&Road”. Projekt ten stanowi z jednej strony istotne zagrożenie dla interesów rosyjskich, ale z drugiej strony jest także pewną szansą dla Rosji. Włączenie się Rosji w ten projekt umożliwia jej zintensyfikowanie swojego handlu zagranicznego z Chinami, innymi krajami Azji, krajami Europy, czy państwami Afryki. Warto zaznaczyć, iż Rosja otrzymała od Chińczyków pewne przywileje w ramach tego projektu. W AIIB Rosja posiada drugi po Chinach najsilniejszy głos[xi]. Reaktywacja „Jedwabnego Szlaku” będzie prowadzona do 2049 r. (stulecie powstania ChRL). To długi okres w trakcie którego Rosjanie będą mogli negocjować dla siebie lepszą pozycję w powyższym projekcie.

Istnieje możliwość, że pod rządami administracji Donalda Trumpa ekonomiczne stosunki z Rosją ulegną wzmocnieniu. Niewykluczone, że oba mocarstwa zaczną ściślej ze sobą handlować, zaś do Rosji będzie trafiać więcej amerykańskich inwestycji. Jednakże jest kwestia przyszłości. Warto także zaznaczyć, że doprowadzenie do opłacalnej dla Moskwy współpracy gospodarczej z Ameryką może okazać się trudne. Głównymi produktami, które eksportuje Rosja są surowce naturalne i broń[xii]. Amerykanie nie potrzebują rosyjskich surowców naturalnych i broni. Natomiast Chińczycy będą je chętnie kupować – przynajmniej dopóki nie zaczną wydobywać na skalę komercyjną swojego gazu łupkowego oraz chiński przemysł zbrojeniowy nie osiągnie na tyle zaawansowanego poziomu technologicznego, aby nie potrzebować technologii zagranicznych.

Chiny, Rosja, USA, a zagadnienia ideologiczne

Kolejną kwestią, która zbliża Pekin i Moskwa są zagadnienia ideologiczne. O tej sferze dość rzadko się wspomina, natomiast odgrywa ona swoją rolę. Chiny i Rosję łączą podobne doświadczenia, które ułatwiają elitom obu krajów zrozumienie wzajemnej mentalności. Zarówno Chiny, jak i Rosja doznały w swoich dziejach systemu komunistycznego – zresztą Chiny formalnie do dziś są krajem komunistycznym. Następnie oba kraje musiały się borykać z transformacją ekonomiczną. Stany Zjednoczone analogicznych doświadczeń nie mają.

Pekin i Moskwę łączy do pewnego stopnia podobna wizja ładu międzynarodowego. Chiny i Rosja są krytycznie nastawione do amerykańskiej hegemonii. Opowiadają się także za realistyczną wizją porządku międzynarodowego, czyli taką, w której kluczową rolę odgrywają suwerenne państwa. Natomiast Stany Zjednoczone w czasie swej hegemonii chętnie posługiwały się ideami liberalizmu w stosunkach międzynarodowych, aby tym samym podeprzeć swoje prawo do ingerowania w sprawy wewnętrzne innych krajów.

Chiny i Rosja reprezentują także nieco podobne poglądy odnośnie systemu politycznego i modelu gospodarczego. Chińska Republika Ludowa jest państwem autorytarnym, natomiast system polityczny Rosja można określić mianem quasi-autorytarnym. W gospodarce Chińczycy i Rosjanie odwołują się do mechanizmów kapitalizmu państwowego.

Donald Trump wydaje się krytycznie nastawiony do różnych praktyk stosowanych przez amerykańską dyplomację w poprzednich latach. Bliższy jest mu paradygmat realistyczny w stosunkach międzynarodowych, aniżeli liberalny. Jego punkt widzenia na kwestie dyplomacji, polityki wewnętrznej, bądź gospodarki może znaleźć uznanie w Rosji. Wszelako warto jeszcze raz przypomnieć, że Donald Trump nie będzie panował w USA wiecznie. Kiedyś – za cztery, osiem lat – odda władze. Jego następcy np. demokraci mogą znów reprezentować poglądy zupełnie różne od tych, które reprezentują rosyjskie elity. Nie można wykluczyć, że nowy prezydent z ramienia Partii Demokratycznej powróci do polityki zawierającej elementy demoliberalnego mesjanizmu.

Rosyjska polityka balansowania

Podsumowując niniejszy artykuł należy stwierdzić, że Rosja będzie raczej ostrożnie reagować  na zmianę władzy w Stanach Zjednoczonych. Sam fakt pojawienia się w Białym Domu człowieka deklaratywnie otwartego na współpracę z Moskwą wywołuje w Rosji dość pozytywne komentarze. Jednakże Rosjanie mają świadomość, że deklaracje to jedno, zaś realne kroki to drugie. Moskwa będzie najpewniej ostrożnie przyglądać się krokom nowej amerykańskiej administracji i oceniać jej propozycje współpracy zgodnie z własną racją stanu. Szczególnie ostrożnie podejdą Rosjanie do kwestii kooperacji z Waszyngtonem na niwie antychińskiej. Jak wykazano powyżej Rosja ma potencjalnie sporo do stracenia, jeśli wejdzie w konflikt z ChRL. Jednocześnie USA nie są w stanie (w obecnej chwili) zaoferować Moskwie tak wiele, jak mogłoby się wydawać.

Najprawdopodobniej Władimir Putin i jego współpracownicy zdecydują na politykę balansowania pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Rosja będzie współpracować z tymi mocarstwami i starać się maksymalizować swoje korzyści. Przynajmniej dopóki będą istnieć sprzyjające warunki dla polityki balansowania. W przyszłości Rosja opowie się po tej stronie, która zaproponuje im bardziej opłacalne warunki kooperacji. Czas pokarze, czy będą to Stany Zjednoczone, czy Chiny.

[i]     M. Lubina, Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014, Kraków 2014, s. 258.

[ii]    R. Tomański, Pas i Szlak za 6 bln dolarów, www.rp.pl, 3 I 2017.

[iii]   M. Magierowski, Wejście smoka, „Tygodnik Lisickiego Do Rzeczy” 2015, nr 17 z 20-25 IV, s. 82-84.

[iv]   Senator John McCain: Putin to bandyta i morderca, www.rp.pl, 3 I 2017.

[v]    J. Mielnik, Nowe wojny Donalda Trumpa, „Wprost”2016, nr 50 z 12-18 XII, s. 60-62.

[vi]   Rex Tillerson: Rosja stanowi zagrożenie, www.bankier.pl, 14 I 2017.

[vii]  Tamże.

[viii] USA poinformowały o wydaleniu 35 rosyjskich dyplomatów, www.rp.pl, 3 I 2017.

[ix]   Economy Russia, www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/, 13 I 2017.

[x]    M. Druś, Chiny największym importerem rosyjskiej żywności, www.pb.pl, 13 I 2017.

[xi]   Members of the Asian Infrastructure Investment Bank, www.euweb.aiib.org, 13 I 2017.

[xii]  Economy Russia…, 13 I 2017.

Stanisław Niewiński
Absolwent studiów magisterskich Uniwersytetu Opolskiego na kierunku politologia oraz studiów podyplomowych Politechniki Opolskiej na kierunku zarządzanie międzykulturowe UE-Chiny. Współpracownik Instytutu Konfucjusza w Opolu. Wieloletni publicysta miesięcznika „Stosunki Międzynarodowe” i portalu „Centrum Studiów Polska-Azja”. Właściciel bloga „Geopolityka Azji Wschodniej”. Specjalizuje się w zagadnieniach geopolitycznych oraz geo-ekonomicznych dotyczących Azji Wschodniej i Południowowschodniej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *